Zapraszam na wattpada dobrej pisarki, która dopiero zaczęła swoją przygodę z piórem. O to link:
https://www.wattpad.com/story/116175453-wyuczona
niedziela, 16 lipca 2017
wtorek, 27 czerwca 2017
Darkness side of Loki #Prolog
Właśnie skończyły się zajęcia z karate. Dziesięć dziewczyn, niemal każda w innym wieku, wyszło na dwór, by pokierować się każde w swoją stronę. Nie łączyło ich nic, poza zajęciami. Żadna z nich nie miała wspólnego powodu, dla którego na nie chodzi. Jedna nie wiedział co robić z pieniędzmi, kolejna chciała zaspokoić rodziców, którzy ją tu wysłali, a jeszcze inna chciała przypodobać się chłopakom.
Ja chciałam bronić się sama. Nie lubiłam, kiedy ktoś stawał w mojej obranie. Nie jestem słaba, ani niedołężna. Sama doskonale bym to robiły. Gdyby w końcu ktoś mi pozwolił się wykazać. Żeby wreszcie moja nadopiekuńcza matka, która chyba nie pamięta, że niedługo skończę osiemnaście lat, wieczne płacze tylko dlatego, że spóźniłam się pięć minut, miałam małego siniaka lub po prostu się przewróciłam. Jet stanowczo nadopiekuńcza.
Zarzuciłam plecak ze strojem na ramę roweru i poprułam przez uliczki, prosto do mojego domu, znajdującego się w środku dzielnicy.
Kolejną wadę, jak i zaletą mojej matki jest to, że posada pieniądze. Dużo. A raczej jej partner. Co jest w tym złego? Śledzi mnie i nalega, bym jeździła samochodem z szoferem. Jakby nie rozumiała, że bardzo lubię sport. Nawet kiedy chcę iść pobiegać, szofer jeździ za mną, jakby bał się, że zgubię się w międzyczasie. Nieważne, że moja trasa jest niezmienna od ponad trzech lat.
Wiatr muskał moją spoconą twarz, odganiając przyklejające się do mojej twarzy włosy. Niedawno przemalowałam je na ciemnobrązowe. Za wiele to nie dało gdyż z natury jestem jasną brunetką. Mam chorobę oczu, zwaną heterochromia - różnobarwność tęczówek. Nie jest ona groźna. Podobno odziedziczyłam to po ojcu. Prawe oko mam niebieskie, natomiast lewe - brązowe.
Wiele osób z zafascynowaniem patrzyło w moje oczy. Nieraz było to kreujące. Pamiętam, jak mając czternaście lat bardzo się tego wstydziłam. Jeżeli była taka możliwość, nosiłam okulary przeciwsłoneczne. Dopiero po rozmowie ze szkolnym psychologie uświadomiłam sobie, że nie jestem inna, ale wyjątkowa.
-Już jestem! - krzyknęłam od progu.
Zdjęłam buty rzucając je pod ścianę, a klucze od drzwi umieściłam w niewielkim, wiklinowym koszyczku. Pobiegłam pędem na górę, by mama nie zaatakowała mnie gradem pytań. Najpierw muszę się umyć, bo cała lepię się do białej bluzeczki i ciemnozielonych spodni.
Torbę z strojem rzuciłam na łóżko. Po drodze do łazienki, która wejście ma od mojego pokoju, zaczęłam ściągać z siebie ubrania. Efektem było to, że kiedy byłam już w toalecie, mogłam od razu wejść pod prysznic. Nawet przez chwilę się nie zawahałam. Miła, chłodna woda, zaczęła spływać wzdłuż moich pleców, pośladków i nóg. Nałożyłam szampon do mycia włosów na dłonie i mocno ciągnęłam za nie. Kiedy piana ze mnie spływała, żelem pod prysznic umyłam każdy zakamarek mojego ciała. Zakręciłam wadę. Jeden ręcznik owinęłam wokół głowy, a drugi wokół bioder i weszłam do swojego pokoju.
Rolety były zasłonięte, więc nie bałam się, że ktoś będzie mnie podglądał. Szczerze w to wątpiłam, gdyż mój widok z okna nie był na ulicę, a na tyły domu, gdzie znajduje się duży basen. Mój ojczym, Rick, podobnie jak ja, bardzo lubi sport. Niestety i nad nim moja mama jest nadopiekuńcza.
Z szafy wyjęłam sportowy stanik, świeża bieliznę oraz szare dresy różową koszulkę. Zamknęłam drzwiczki i zaczęłam się przebierać.
Wokół panowała cisza, zakłócana obcasami, zapewne mojej mamy, które tupały o każdy schodek.
-Emilii, kochanie, czy jesteś głodna? - spytała przez zamknięte drzwi. Nigdy nawet nie pomyślała o tym, aby wtargnąć mi do pokoju bez pukania. Czuję się, jakby to była rękompensata za jej nadwrażliwość.
Zakładałam właśnie bluzkę, przy okazji podeszłam do drzwi. Otworzyłam je delikatnie, patrząc na niemal moje odbicie lustrzane.
Moja mama, pomimo, że nie jest pierwszej daty, trzyma się naprawdę świetnie. Wciąż ma młodzieńczy uśmiech, a jej styl jest o wiele lepszy od mojego. Maluje się jak niejedna nastolatka powinna. Przez co wygląda jeszcze młodziej.
-Sama zrobię sobie coś do jedzenia - oznajmiłam, wymijając szarooką kobietę.
-Ale jesteś zmęczona po treningu... - twierdziła. - Może jednak będzie lepiej, jeżeli...
-Sama! - podkreśliłam to słowo, schodząc na dół.
Miałam ochotę na zwykłą kanapkę z szynką i majonezem. A znając moją mamę, pobudziłaby do tego cały dom, a na koniec zjadłabym zapewne jakieś egzotyczne danie. Do tego musiałabym udawać, że mi smakuje. Nie chciałam przecież, żeby mama, albo kucharz byli urażeni.
Nathan, czyli kucharz, jest bardzo sympatycznym facetem z żoną i dwójka dzieci. Gotuje naprawdę świetnie, ale dania, które sam wymyśli, a nie moja matka.
-Jak trening? - moja matka popędziła za mną. Co mnie niezwykle zaskoczyło. Zazwyczaj po tego typu rozmowach nie odzywa się do mnie przez jakiś czas twierdząc, że tak nie należy traktować matki. Coś naprawdę musiało ją zaintrygować.
-Okej - szepnęłam niby od niechcenia.
-I tyle? - spytała zaskoczona. Przewróciłam oczami mając nadzieję że powrócimy do swojej rutyny, do której już przywykłam.
-A co mam powiedzieć? Że skopałam dupę...
-Proszę bez takich odzywek! - pisnęła zaskoczona moim językiem.
-..Jakiejś laluni? - dokończyłam nie zwracając uwagi na surową twarz Angel.
Przeszliśmy przez salon, w którym było wiele zdjęć Ricka i Angel. On ja naprawdę kochał. Był gotowy poświęcić dla niej wszystko. Moja mama szukała po prostu kogoś, kto będzie miał możliwości, by wychować tak trudne dziecko jak ja.
-Przyjeżdża siostra Ricka, razem ze swoim synem - oznajmiła.
Jest jeszcze gorzej niż sądziłam. Nasza rutyna poszła w las, gdyż moja matka miała złe wiadomości. Popatrzyłam na jej nieco zakłopotaną twarz, mając nadzieję, że za chwilę wybuchnie śmiechem i oznajmi, że to tylko żart. Ale tak nie było.
-Kiedy? - warknęłam, jakby to była jej wina. Chciałam ją przeprosić, ale zabrakło mi odwagi.
-Ale jest opcja, że nie będziesz musiała tu być - zapewniła mnie.
Otworzyłam lodówkę, wyjmując z niej majonez i pokrojoną szynkę. Trąciła drzwiczki biodrem, zamykając je w ten sposób. Położyłam to na szafce, jednocześnie z chlebaka wyjmując dwie kromki chleba. Nie używała masła od bardzo dawna.
-A co, wyprowadzam się? - zażartowałam, unosząc moją kanapkę do ust. Popatrzyłam na matkę, która przyglądała mi się w oszołomieniu.
-Skąd wiesz? - spytała.
-Naprawdę się wyprowadzam? - pisnęłam. Nie wiem, czy byłam uradowana, czy przerażona, że moja rodzicielka chce mnie wyrzucić.
-Rzecz jasna mieszkanie ci kupimy.
-,,My", czyli Rick?
-Jego siostra będzie przez jakiś czas tu mieszkać. Nie dogadujecie się za bardzo, więc namówiłam go na to. Sądziłam, że będzie ci się podobać.
A jedyne co czułam, to szok.
-Rachunkami zajmować się będziemy my - zapewniła.
Skinęłam głową. Odebrało mi apetyt. Przecież mama nie wytrzyma, jeżeli nie będzie wiedziała, co ja w danej chwili robię. Kontrola zaostrzy się na tyle mocno, że podchodzić to będzie pod nękanie. Ale perspektywa mieszkania samej, wydawała się kusząc...
-To kiedy przeprowadzka?
Subskrybuj:
Posty (Atom)